Zamykają mnie na parę(naście?) tygodni w szpitalu. Idę na tuczenie w zamkniętej puszce z kratami w oknach. Będę grzecznie zajadać się szpitalnym jedzeniem i pić przesłodzone herbaty. Będę tęsknić i wypłakiwać hektolitry łez. A potem wyjdę. I pewnie skończy się jak ostatnio, bo będę tak bardzo nienawidzić swojego "nowego ciała". I tak w kółko.
poniedziałek, 4 lutego 2013
papa, mój skarbie
Mówiłam, że dam radę. Wciąż miałam nadzieję, że może w końcu coś ruszy. Pojawiały się iskierki, ale widocznie zbyt małe, żeby wzniecić płomień.
Zamykają mnie na parę(naście?) tygodni w szpitalu. Idę na tuczenie w zamkniętej puszce z kratami w oknach. Będę grzecznie zajadać się szpitalnym jedzeniem i pić przesłodzone herbaty. Będę tęsknić i wypłakiwać hektolitry łez. A potem wyjdę. I pewnie skończy się jak ostatnio, bo będę tak bardzo nienawidzić swojego "nowego ciała". I tak w kółko.
Zamykają mnie na parę(naście?) tygodni w szpitalu. Idę na tuczenie w zamkniętej puszce z kratami w oknach. Będę grzecznie zajadać się szpitalnym jedzeniem i pić przesłodzone herbaty. Będę tęsknić i wypłakiwać hektolitry łez. A potem wyjdę. I pewnie skończy się jak ostatnio, bo będę tak bardzo nienawidzić swojego "nowego ciała". I tak w kółko.
wtorek, 22 stycznia 2013
Przepraszam i dziękuję
Przepraszam Cię, mamo, że przeze mnie masz jeszcze więcej problemów, zmartwień, kłopotów. Przepraszam, że musisz wybierać pomiędzy sercem a rozumem. Przepraszam, że czasem jestem takim balastem, obciążeniem. Przepraszam, że boisz się wyjść z domu martwiąc się o mnie. PRZEPRASZAM.
Dziękuję Ci, mamo, że dla mnie jesteś. Dziękuję, że się starasz i chcesz dla mnie jak najlepiej. Dziękuję, że poświęcasz mi czas, nerwy. Dziękuję, że ze mną rozmawiasz. Dziękuję Ci, że jesteś.
Parę minut po północy. "Wiesz, mam taki pomysł, żeby zjeść teraz czekoladkę". Sięgnęłam do barku po opakowanie Merci, które dostałam od mamy na urodziny półtora miesiąca wcześniej. Usiadłam koło niej, złapałam ją za rękę i ze łzami w oczach (nie wiem czy ze strachu, radości czy co...) wzięłam pierwszy kęs. Po dwóch latach "czekoladowej abstynencji", ku mojemu zdziwieniu, zbytnio mi nie smakowało. Ale...
Nie miałam wyrzutów sumienia, a wręcz cieszyłam się, że to zrobiłam. Otworzyłam przed sobą jakieś nowe drzwi. Zdjęłam ze swoich nadgarstków kajdany. Teraz mam ochotę próbować na nowo. I potrzebuję mnóstwa odwagi, żeby to robić.
I mamy, żeby trzymała mnie za rękę.
Dziękuję Ci, mamo, że dla mnie jesteś. Dziękuję, że się starasz i chcesz dla mnie jak najlepiej. Dziękuję, że poświęcasz mi czas, nerwy. Dziękuję, że ze mną rozmawiasz. Dziękuję Ci, że jesteś.
Parę minut po północy. "Wiesz, mam taki pomysł, żeby zjeść teraz czekoladkę". Sięgnęłam do barku po opakowanie Merci, które dostałam od mamy na urodziny półtora miesiąca wcześniej. Usiadłam koło niej, złapałam ją za rękę i ze łzami w oczach (nie wiem czy ze strachu, radości czy co...) wzięłam pierwszy kęs. Po dwóch latach "czekoladowej abstynencji", ku mojemu zdziwieniu, zbytnio mi nie smakowało. Ale...
Nie miałam wyrzutów sumienia, a wręcz cieszyłam się, że to zrobiłam. Otworzyłam przed sobą jakieś nowe drzwi. Zdjęłam ze swoich nadgarstków kajdany. Teraz mam ochotę próbować na nowo. I potrzebuję mnóstwa odwagi, żeby to robić.
I mamy, żeby trzymała mnie za rękę.
Subskrybuj:
Posty (Atom)




